Przejdź do głównej zawartości

Ze wspomnień odwlekacza - prokrastynatora


Czy zdarza ci się odwlekać zrobienie czegoś? Mi zdarza się często. Kiedyś jeszcze częściej. W sprawach błahych i ważnych.  Właściwie to miałem wrażenie, że nie odwlekam jedynie odwlekania. Byłem mistrzem w odwlekaniu lub - mądrzej to brzmi – prokrastynacji.
Odwlekałem różne sprawy – wizytę u dentysty, złożenie zeznania podatkowego, posprzątanie, napisanie sprawozdania, spotkanie z osobą, z którą wypada się spotkać, a której nie lubię, rozstanie z osobą, z którą wypada być, a z którą jest mi źle, wymianę opon, zmianę pracy, itp., itd.
Lista była długa. Wszystkie te sprawy - patrząc teraz z perspektywy czasu - mogę przyporządkować do kilku grup kierując się różnymi kryteriami. 
Odwlekałem sprawy, które uznawałem za mało ważne. Więc nie śpieszyłem się z wymianą letnich opon na zimowe… Póki – w wyniku zaskakującego pojawienia się zimą śniegu – sprawa nie stała się ważna. Zwlekanie z wymianą opon zimowych na letnie udaje mi się lepiej. Może dlatego, że nawet lipcowe upały nie wpływają w widoczny sposób (przynajmniej dla mnie do tej pory) na jazdę. Odwlekałem tez sprawy, których wykonanie mi ktoś polecił. Więc rzeczy, które miałem zanieść do pralni najpierw czekały, aby tam się znaleźć, a potem, aby zostać odebrane.
Odwlekałem też sprawy, których sensu i celu nie rozumiałem. Odkładając napisanie sprawozdania tłumaczyłem sobie, że przecież i tak tego nikt nie czyta, a jeśli nawet to i tak z tego nic nie wynika.
Jak teraz przyglądam się swojemu odwlekaniu, to w sumie nie mam pretensji do siebie za to, że nie robiłem tego, co: było dla mnie nieważne, ktoś mi zlecił, nie widziałem sensu i celu. Właściwie to aż dziw, że w ogóle to zrobiłem.
Odwlekałem też sprawy ważne, sensowne, celowe, którymi sam postanowiłem się zająć. Dlaczego tak się działo to bardziej zagadkowa sprawa.
Odwlekałem sprawy, którymi zajmowanie się wydawało mi się nieprzyjemne. Wizyta u dentysty to przecież czysty masochizm (a ja nie jestem masochistą akurat tego typu). Spotkanie z nielubianym kuzynem to chwile drętwej rozmowy o niczym. Więc nawet jeśli sam uznałem, że dbanie o zdrowie to ważna i sensowna sprawa to wyobrażenie o „nieprzyjemności” (uwaga: eufemizm!) kontaktu z dentystą zatrzymywało mnie w działaniu.
Odwlekałem sprawy, którymi zajmowanie się wymagało trudu. Więc sprzątanie piwnicy, w której nie wiedzieć kto robił stale bałagan czekało nieraz długo na swój dzień.
Odwlekałem też działania ważne, sensowne, na które sam się decydowałem, które mogły być przyjemne (a przynajmniej nie nieprzyjemne) i które nie wydawały się trudne (lub o których trudności nic nie wiedziałem).
Dlaczego tak się działo - nie wiedziałem. Dotarcie do przyczyn odwlekania wymagało już pewnego wysiłku. Potrzebna była nawet pomoc kogoś innego  komu łatwiej było - patrząc z boku - dostrzec to, co wyprawiałem. 
Odwlekałem sprawy, z którymi przychodziło mi radzić sobie samemu. Myślę, że większość z nas potrzebuje wsparcia, poczucia, że nie jesteśmy sami borykając się z życiowymi wyzwaniami.
Odwlekałem też, ponieważ odwlekanie odwlekało możliwość porażki. Czasem wyobrażałem sobie, że gdy już się czymś zajmę i efekt nie będzie taki, jak oczekiwałem to będzie to oznaczało, że ze mną coś jest „nie tak”. Więc, aby uniknąć tego poczucia „nietakowości” odwlekałem. Korzyść była tu i teraz – zachowane poczucie wartości. Choć była tu niewielka skaza – przecież odwlekałem. Lecz to niewielka niedogodność. Mogłem myśleć – jestem świetny i kiedyś się tą sprawą zajmę. Tylko nie dziś.
Odwlekanie kosztuje – to w końcu zrozumiałem. Kosztuje stracone szanse, nie doznane dobre chwile, borykanie się z konsekwencjami, naprawianie tego, co się popsuło – bo nie zajęto się tym na czas.  Właściwie to rozumiałem to zawsze, ale przyszedł moment, gdy postanowiłem coś zrobić. Nie odwlekałem już tym.
A ty z czym odwlekasz? Kiedy przestaniesz?
Zapraszam na warsztaty o radzeniu sobie z odwlekaniem i znajdowaniu motywacji do działania 8 kwietnia do Pracowni Integra.
Artur Brzeziński – coach i terapeuta TSR

Jeśli odwlekasz zajęcie się jakąś sprawą zastanów się nad odpowiedziami na pytania:
·         Jaka jest ważność tej sprawy dla mnie?
·         Kto chce, abym się nią zajął?
·         Czy wiem, jaki sens ma wykonanie tej pracy? Czy wiem, jaki jest cel wykonania tej pracy? Jak mogę się ewentualnie tego dowiedzieć?
·         W jakim stopniu zajmowanie się tą sprawą jest dla mnie przyjemne?
·         W jakim stopniu zajmowanie się tą sprawą jest trudne dla mnie?
·         Kto może mi pomóc w zajęciu się tą sprawą?
·         Co myślę o szansach na pozytywny efekt zajęcia się tą sprawą? Na ile może to być prawda?
·         Co będę myślał o sobie, jeśli efekt nie będzie pozytywny? Na ile może to być prawda?

Do jakich wniosków doszedłeś?
Co zrobisz? 

Komentarze

  1. Tak, zawsze całe mieszkanie posprzątane i obiad ugotowany, jak trzeba się uczyć do sesji...

    OdpowiedzUsuń
  2. U siebie zauważyłem, że najlepiej działam pod presją - mogę jakąś czynność (zwłaszcza kwestie zawodowe) odwlekać w nieskończoność, ale mimo to, kiedy zbliża się termin potrafię się na tyle zmobilizować, że i tak zdążę na czas i wykonam ją całkiem dobrze. Oczywiście jest to średnio zdrowe i przyjemne, bo działa się wtedy w dużym stresie, no ale cóż... ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Na niektórych stres działa motywująco. Niektórzy też tylko odwlekając i marnując czas potrafią stać się nagle bardzo produktywni. Każdy jest inny, ale czasami takie odwlekanie może mieć bardzo ważne konsekwencje. Warto się nad tym zastanowić.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Gdy czas się zatrzymuje...

Kiedy ostatnio tak się w coś zaangażowałaś/-łeś, że zapomniałaś/-łeś o „bożym świecie”? Co wówczas robiłaś/-eś? Pamiętasz, jak się wtedy czułaś/-łeś? Psycholog z USA o typowo amerykańskim nazwisku Mihaly Cszikszentmihalyj stan, w którym czujemy się w pełni zaangażowani w to, co robimy, nazwał stanem przepływu (flow). Zdarza się on nam, gdy: podejmujemy się zadania, którego wykonanie wymaga wykorzystania w pełni naszych zdolności, mamy jasny cel, otrzymujemy natychmiastową informację zwrotną, czujemy, że kontrolujemy sytuację. Wtedy „czas zatrzymuje się” a my znikamy w tym, co robimy – przestajemy myśleć o innych sprawach, naszych rozterkach, planach i pilnych rzeczach do wykonania. Lubimy ten stan. Chcemy go doświadczać jak najczęściej i jeżeli się tak dzieje rośnie nasze poczucie „dobrostanu”. Poczucie przepływu może być źródłem informacji o tym, co warto, abyśmy w życiu robili – także zawodowo (oczywiście, jeśli nam zależy na poczuciu dobrostanu...). Jeżeli gotowanie jest naszą pa

Od "czarnowidztwa" do "jasnowidztwa"

Co myślisz o przyszłości? Boisz się jej, czy czekasz na nią z radością? Jesteś „czarnowidzem /-dzką”, czy „jasnowidzem/-dzką”? Jak się z tym czujesz? Spodziewanie się najgorszego – „czarnowidzenie” – ma długą historię. Tak długą, jak historia naszego gatunku. Nasi przodkowie spodziewając się „najgorszego” gromadzili zapasy, budowali schronienia.  Tak powolutku, pomalutku zbudowali cywilizację, w której jutro dla miliardów ludzi (ale nie wszystkich niestety) jest bezpieczne. Skłonność do negatywnych oczekiwań nadal jest w nas choć nasza rzeczywistość różni się do tej sprzed tysięcy lat. Współcześnie ta skłonność może nam szkodzić. Kłopot pojawia się, gdy „czarnowidzimy” wiele i często. Tak wiele i tak często, że tracimy radość z życia. „Lepiej się nie spodziewać czegoś dobrego, bo można zapeszyć. Można się też mocno rozczarować. Wówczas będzie bardziej bolało niż gdybyśmy się nie nastawiali pozytywnie. Właściwie to nawet lepiej nastawić się negatywnie. Wówczas, jak nasze przew

Nim będzie za późno...

Sue Johnson, twórczyni Terapii Skoncentrowanej na Emocjach, wyjaśnia, że w związku, w którym dzieje się źle - partnerzy oddalają się od siebie - ich relacja przechodzi przez cztery etapy: 1. Złość i sprzeciw – Atakujemy drugą osobę domagając się jej uwagi. Niestety pod krytyką trudno dostrzec pragnienie bliskości i sytuacja pogarsza się. 2. Przywieranie i poszukiwanie – Prosimy, niemal błagamy druga osobę, aby poświęciła nam uwagę, znalazła czas dla nas, przytuliła. 3. Depresja i utrata nadziei – Gdy ani „groźby, ani prośby” nie skutkują to pojawia się rezygnacja i smutek. Uznajemy, że już nic się nie da zrobić. Rezygnujemy z dalszych interwencji wobec tego drugiego/tej drugiej albo grozimy ostatecznym rozstaniem. 4. Odłączenie – Jesteśmy pogodzeni w sobie, że związek już wygasł i nie walczymy już o tę relację. Zaczynamy prowadzić odrębne życie. Rozstanie z czasem zostanie sformalizowane… Zdaniem Sue Johnson, gdy związek wkroczył w czwartą fazę nie można już go uratować. Więc na terapi