Od najwcześniejszych chwil naszego życia uczymy się budować relacje z innymi osobami. Jeżeli przyszło nam rozwijać się w bezpiecznym środowiska i otrzymaliśmy odpowiednio dużo miłości, troski, uważności, otuchy, akceptacji, zgody na niezależność i badanie świata to mamy szanse, że wytworzy się w nas "bezpieczny styl przywiązania". Będziemy tworzyć dobre relacje - dobre dla nas i naszych bliskich. Gdy warunki, w których dorastaliśmy były trudne, miłości, uważności był niedostatek (lub było jej tak dużo, że nie zostawiała przestrzeni na samodzielność) wówczas wytwarzają się w nas "pozabezpieczne style przywiązania" - boimy się relacji, unikamy ich, trudno nam w nich być ( i trudno z nami być). Poniżej przedstawiamy zestaw postaw osoby tworzącej bezpieczny styl przywiązania (na podstawie książki A. Levine, R. Heller, Partnerstwo bliskości. Jak teoria więzi pomoże ci stworzyć szczęśliwy związek). Można założyć, że osoby z "pozabezpiecznymi stylami przywiązania...
Popularne posty z tego bloga
W mentalnej klatce
Niedawno usłyszałem opowieść o kurach, które pierwszą część swojego życia spędziły w klatkach, a potem przyszło im żyć na pełnowymiarowym podwórku. Nie były w stanie przejść więcej niż kilku – kilkunastu kurzych kroków. Klatki już wokół nich nie było. Było podwórko prawie po horyzont (oczywiście kurzy), były dziury w płocie poprzez które mogłyby wyjść na otaczające gospodarstwo łąki. Mogłyby, ale nie wychodziły. Wyobrażam sobie, że patrzyły ze zdziwieniem, lękiem, może z zazdrością na „tutejsze” kury, które wyrosły się na tym podwórku, w kurniku z otwartymi drzwiami, z grzędami które sobie mogły wybrać. W ich kurzych umysłach zakodowało się, że ich cały świat to klatka, kilka kroków w prawo, kilka w lewo… ale bezpiecznie. Nie groził im żaden lis czy jastrząb. Tylko jeść, znosić jajka i czekać (jeśli kury czekają) na rosołowy koniec. Nie znam dalej tej kurzej historii. Nie wiem, czy w końcu się odważyły ruszyć dalej. Co to ma wspólnego z nami? My też uczymy się jaki jest świa...
Gdzie ci Ojcowie?
W potocznym przekonaniu na terapii rozmawia się przede wszystkim o matkach - o tym, jak wiele znaczyły, jak wiele zrobiły dobrego i jak zawodziły. Z mojego doświadczenia wynika rzeczywiście, że tak jest. O matce prędzej czy później zaczynamy rozmawiać na terapii i zawsze są te emocjonujące momenty. Ojcowie są bardziej w tle. No właśnie! Bo o ojcach często słyszę, jako o nieobecnych, wycofanych postaciach kryjących się za pracą, spędzaniem czasu "w garażu", ustępujących swoim żonom i porzucającym emocjonalnie swoich synów i córki. Córki tęsknią do niedostępnych ojców - idealizują ich, opiekują się nimi i wybaczają nieobecność. W swoim dorosłym życiu biorą za mężów podobnych mężczyzn - wycofanych, nieobecnych, do których serc i umysłów (czasem też ciał) muszą dobijać się. Zdarzają się też ojcowie zaangażowani - ale w taki surowy, nieprzyjazny sposób, stawiający wymagania i krytyczni. Nie okazujący ciepła i miłości. Więc dorosłe już córki także są w stanie wytłumaczy...

Komentarze
Prześlij komentarz