Przejdź do głównej zawartości

O pożytkach z życiowych kryzysów.

Wg. psychologa Dana McAdamsa można wyróżnić trzy poziomy osobowości:

Pierwszy to „wielka piątka” - cechy podstawowe opisywane w 5 wymiarach neurotyczności, ekstrawersji, otwartości na doświadczenia, ugodowości, sumienności („Big five” to model Paula Costy i Roberta McCrae). Uważa się, że te czynniki są uwarunkowane biologicznie (dziedziczymy je po rodzicach).

Drugi poziom to „charakterystyczne adaptacje” – to osobiste cele, mechanizmy radzenia sobie, wartości przekonania i zainteresowania, które kształtują się, aby zapewnić ludziom powodzenie w konkretnych rolach i sytuacjach życiowych. Inaczej mówiąc „charakterystyczne adaptacje” to wyraz, jaki znalazły biologiczne czynniki w konkretnych sytuacjach życiowych. „Biologiczny” stabilny emocjonalnie ekstrawertyk wychowujący się środowisku pełnym zagrożeń i niesprzyjającym tworzeniu relacji może zachowywać się, jak neurotyczny introwertyk.

Trzeci poziom osobowości to „historia życia” – „zmieniająca się historia, która łączy odtworzona przeszłość, spostrzeganą teraźniejszość i przewidywaną przyszłość” (D. McAdams, „Can Personality Change? Levels of Stability and Growth in Personality Across the Life Span”, 1994). O ile na pierwszy poziom nie mamy wpływu (tacy się rodzimy), drugi zależy w dużym stopniu od tego, co się nam zdarzyło, to trzeci poziom – nasza historia o nas zależy już od tylko nas. To my ją tworzymy. Z przeszłości wybieramy pewne wątki, a inne pomijamy. Obserwując teraźniejszość koncentrujemy uwagę na tym, co dobre lub na tym, czego nie akceptujemy. W przyszłości możemy widzieć tylko szanse lub tylko zagrożenia. Możemy opowiadać sobie historię o złym losie, niepowodzeniach, chwilach smutku i braku nadziei. Możemy – mając te same doświadczenia – opowiadać o tym, jak mimo złego losu) radziliśmy sobie (ponosząc czasem niepowodzenia), przeżywając chwile radości (mimo chwil smutku) i nadziei (choć czasem pojawia się zwątpienie).

Dla zdrowia psychicznego korzystne jest, gdy te trzy poziomy są ze sobą spójne tj. jesteś biologicznym ekstrawertykiem, zachowujesz się jak ekstrawertyk i myślisz o swoim życiu, jako historii ekstrawertyka. Czasem zdarza się, że nie są spójne. Pierwszego poziomu – biologii - nie można zmienić. Drugi i trzeci jak najbardziej. Możemy się nauczyć nowych strategii zachowania, postaw, przekonań, zrewidować wartości i zadbać, aby „charakterystyczne adaptacje” były bardziej były zgodne z naszą „wielką piątką” i lepiej służyły osiąganiu tego, co dla nas ważne. Aby to się stało konieczna będzie rewizja „historii życia”. Opowiadając ją sobie na nowo przyjdzie nam „odkurzyć” w pamięci pewne wątki z przeszłości – nadać im inną rangę, znaleźć inne wyjaśnienia i dostrzec inne konsekwencje. To taki remanent naszego myślenia o swoim życiu.

Może to nie być łatwe. Może kosztować wiele wysiłku i emocji. To, co się wyłoni może się nie podobać ludziom wokół, którzy np. przywykli, że jesteśmy „szarymi myszkami” (a ujawnił się nas „dostojny lew” lub „pewna swej siły pantera”). Więc często nie dokonujemy przeglądu naszego życia.
Lecz przychodzą takie sytuacje, kiedy bierzemy się za to bez względu na koszty i konsekwencje. Te sytuacje to tzw. kryzysy życiowe – poważna choroba, rozstanie z partnerem, śmierć kogoś bliskiego, strata pracy, bankructwo, itd. (każdy ma swój wymiar kryzysu). Przeżywamy wówczas tak trudne emocje, że wydaje się nam jakby „świat walił się nam na głowę”. Te emocje warto przeżyć i zaakceptować. „Zanurzając się” w nich i pielęgnując możemy snuć naszą własną opowieść o „złym świecie”.
Możemy też postąpić inaczej

Jeżeli potraktujemy kryzys, jako okazję do przyjrzenia się sobie, rewizji przekonań i zachowań oraz opowieści o nas, to wówczas możemy z kryzysu wyjść bogatsi, z poczuciem większej pełni swego człowieczeństwa i bardziej odporni na kolejne niespodzianki losu.


Na podstawie: Jonathan Haidt, Szczęście. Od mądrości starożytnych po koncepcje współczesne.

Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Gdy czas się zatrzymuje...

Kiedy ostatnio tak się w coś zaangażowałaś/-łeś, że zapomniałaś/-łeś o „bożym świecie”? Co wówczas robiłaś/-eś? Pamiętasz, jak się wtedy czułaś/-łeś? Psycholog z USA o typowo amerykańskim nazwisku Mihaly Cszikszentmihalyj stan, w którym czujemy się w pełni zaangażowani w to, co robimy, nazwał stanem przepływu (flow). Zdarza się on nam, gdy: podejmujemy się zadania, którego wykonanie wymaga wykorzystania w pełni naszych zdolności, mamy jasny cel, otrzymujemy natychmiastową informację zwrotną, czujemy, że kontrolujemy sytuację. Wtedy „czas zatrzymuje się” a my znikamy w tym, co robimy – przestajemy myśleć o innych sprawach, naszych rozterkach, planach i pilnych rzeczach do wykonania. Lubimy ten stan. Chcemy go doświadczać jak najczęściej i jeżeli się tak dzieje rośnie nasze poczucie „dobrostanu”. Poczucie przepływu może być źródłem informacji o tym, co warto, abyśmy w życiu robili – także zawodowo (oczywiście, jeśli nam zależy na poczuciu dobrostanu...). Jeżeli gotowanie jest naszą pa

Od "czarnowidztwa" do "jasnowidztwa"

Co myślisz o przyszłości? Boisz się jej, czy czekasz na nią z radością? Jesteś „czarnowidzem /-dzką”, czy „jasnowidzem/-dzką”? Jak się z tym czujesz? Spodziewanie się najgorszego – „czarnowidzenie” – ma długą historię. Tak długą, jak historia naszego gatunku. Nasi przodkowie spodziewając się „najgorszego” gromadzili zapasy, budowali schronienia.  Tak powolutku, pomalutku zbudowali cywilizację, w której jutro dla miliardów ludzi (ale nie wszystkich niestety) jest bezpieczne. Skłonność do negatywnych oczekiwań nadal jest w nas choć nasza rzeczywistość różni się do tej sprzed tysięcy lat. Współcześnie ta skłonność może nam szkodzić. Kłopot pojawia się, gdy „czarnowidzimy” wiele i często. Tak wiele i tak często, że tracimy radość z życia. „Lepiej się nie spodziewać czegoś dobrego, bo można zapeszyć. Można się też mocno rozczarować. Wówczas będzie bardziej bolało niż gdybyśmy się nie nastawiali pozytywnie. Właściwie to nawet lepiej nastawić się negatywnie. Wówczas, jak nasze przew

Nim będzie za późno...

Sue Johnson, twórczyni Terapii Skoncentrowanej na Emocjach, wyjaśnia, że w związku, w którym dzieje się źle - partnerzy oddalają się od siebie - ich relacja przechodzi przez cztery etapy: 1. Złość i sprzeciw – Atakujemy drugą osobę domagając się jej uwagi. Niestety pod krytyką trudno dostrzec pragnienie bliskości i sytuacja pogarsza się. 2. Przywieranie i poszukiwanie – Prosimy, niemal błagamy druga osobę, aby poświęciła nam uwagę, znalazła czas dla nas, przytuliła. 3. Depresja i utrata nadziei – Gdy ani „groźby, ani prośby” nie skutkują to pojawia się rezygnacja i smutek. Uznajemy, że już nic się nie da zrobić. Rezygnujemy z dalszych interwencji wobec tego drugiego/tej drugiej albo grozimy ostatecznym rozstaniem. 4. Odłączenie – Jesteśmy pogodzeni w sobie, że związek już wygasł i nie walczymy już o tę relację. Zaczynamy prowadzić odrębne życie. Rozstanie z czasem zostanie sformalizowane… Zdaniem Sue Johnson, gdy związek wkroczył w czwartą fazę nie można już go uratować. Więc na terapi