Niewidzialny spadek, czyli czy lęk można odziedziczyć?
Czy lęk można odziedziczyć? Mój dziadek Jan stracił wszystkie oszczędności, gdy wybuchła II wojna światowa. Oszczędzał przez wiele lat na zakup nowych maszyn stolarskich. Pokazał mi kiedyś plan nowego warsztatu, w którym miały być ustawione. Odkładał pieniądze, planował, marzył i było już tak blisko do spełnienia.
Wtedy zdarzyło się coś niezależnego od niego coś, co zniszczyło jego marzenia i cały świat. Co wtedy przeżywał? Może nawet nie miał czasu na przeżywanie. Wcielono go do wojska i wysłano na front. Ważniejszym było przeżycie niż roztrząsanie tamtej straty. Potem okupacja, żona chora na raka… nadal nie było przestrzeni na myślenie o stracie. Jak mówił mój dziadek „nie ważne jak ciężko jest, trzeba brać głowę pod pachę i iść dalej”. Więc tą głowę brał i ponownie musiał ją „wziąć pod pachę”, gdy postanowił swój warsztat upaństwowić. Zatrudniał kilku pracowników i miał własny zakład więc zgodnie z wytycznymi powojennej władzy jego dzieci miały „niewłaściwe” pochodzenie społeczne. A było to istotne, gdy jego najstarszy syn chciał studiować. Więc dziadek Jan musiał po raz drugi stracić to co miał. Tym razem niby „dobrowolnie” choć znowu od niego niezależna siła zniszczyła to co stworzył.
Nigdy już nie odbudował zakładu. Gdy przeszedł na emeryturę spełniał się jako artysta amator malując i rzeźbiąc. Po dawnych marzeniach został przedwojenny pożółkły plan warsztatu. To historia dziadka Jana, ale też i moja historia. W jego opowieści zobaczyłem, że w każdej chwili może przyjść bezimienna siła i można stracić wszystko. W moim życiu zdarzały się także straty i lęk tylko narastał. Wypatrywałem i w jakieś część nadal wypatruję straty, trudno mi więc cokolwiek budować, tworzyć z nadzieją, że będzie to trwałe. Znajduje to wyraz nawet teraz, gdy piszę te słowa. Jeżeli zakończę książkę którą piszę, jeżeli na coś „oszczędzę” i będę marzył zły los tylko będzie czyhał, aby mi to odebrać.
W każdej rodzinie zdarzały się jakieś straty, większe, mniejsze i traumatyczne. Emocje z nimi związane zmieniły tych których dotyczyły bezpośrednio. Pośrednio dotarły jednak także do ich potomków w kolejnych pokoleniach. Lęk przodków pozostał w ich następcach w niezrozumiałym poziomie napięcia, w rezygnacji z pewnych aktywności, czy nawet w autodestrukcyjnym zachowaniu.
Warunkiem wstępnym uwolnienia się od tego dziedzictwa jest uzmysłowienie sobie jego pochodzenia. Poznanie historii przodków, zwłaszcza tych chwil, o których trudno im opowiadać, akceptacja przeżyć i uznanie, że nas już to nie dotyczy. Choć to najtrudniejsza część, bo ciężka łapa lęku nadal może nas dusić.

Komentarze
Prześlij komentarz