wtorek, 14 stycznia 2014

Jak zostać szczęśliwym człowiekiem?
„Uważamy następujące prawdy za oczywiste: że wszyscy ludzie stworzeni są równymi, że Stwórca obdarzył ich pewnymi nienaruszalnymi prawami, że w skład tych praw wchodzi życie, wolność i swoboda ubiegania się o szczęście…” - Deklaracja niepodległości USA z 1776 roku. 

Święta już mamy za sobą. Był to czas spotkań, odpoczynku, dobrych emocji, innego trochę niż zazwyczaj jedzenia, zabawy i … składania życzeń. Bardzo często życzyliśmy innym osobom szczęścia. Tylko właściwie, czy to ważne być szczęśliwą/ szczęśliwym?
Na te pytanie odpowiedz sobie sam/sama. Jeśli uznasz, że NIE – nie warto czytać dalej.
A jeżeli uznasz, że TAK – rozważ to, co piszę.
Amerykanie ponad 250 lat temu szczęście wymienili obok życia i wolności.  No tak, ale to było dawno i daleko stąd. Czasem idą ulicami Białegostoku patrząc w twarze mijanych osób zastanawiam się, czy w ogóle myślą o szczęściu, czy chcą być szczęśliwi? Widząc smutne twarze mam wrażenie, że w utarczkach dnia codziennego niektórzy ludzie zapominają nawet o pojęciu SZCZĘŚCIE.
Przypominają sobie w święta, imieniny, urodziny i wówczas znowu życzą innym SZCZĘŚCIA. Czyli właściwie czego?
Jeśli życzę ci szczęścia to życzę ci, abyś wygrał samochód w konkursie jednej z rozgłośni radiowych? a może uniknął wlepienia mandatu przez straż miejską?
W takich przypadkach mówimy, że ktoś ma szczęście. Więc może tego życzyliśmy?
A może chodziło nam o to, aby osoba której składamy życzenia była SZCZĘŚLIWA. Tylko, co to znaczy, być szczęśliwym/szczęśliwą? Dla każdego/ każdej może to być coś innego,  czasem nawet wymykając się opisowi. Po prostu czuję, że jestem szczęśliwy i już! 
Więc może warto się zastanowić, w jakich okolicznościach jestem szczęśliwy? Może, gdy po skończonej pracy w piątek zaczynam weekend, który spędzę wędrując ze znajomymi od klubu do klubu? A może, gdy z wędką usiądę na brzegu Narwi?
Często myślimy, że będę szczęśliwa/szczęśliwy, jeśli stanie się coś dla mnie ważnego – zacznie się weekend, znajdę dobrą pracę (albo w ogóle pracę), dostanę podwyżkę, kupię mieszkanie, pojadę na Karaiby, ożenię się z ukochaną/ukochanym (w zależności od preferencji), moje dzieci się usamodzielnią, przejdę na emeryturę itd.
Myślimy tak i działamy „ubiegając się o szczęście”.  Zarabiamy pieniądze, kupujemy mieszkania, szukamy kogoś z kim będziemy chcieli dzielić swoje życie, dbamy o dzieci, bawimy i / lub łowimy ryby. Niestety czasem się zdarza, że gdy już osiągniemy to, czego pragnęliśmy to poczucie szczęścia trwa krótko (a nawet czasem zamiast niego pojawia się pustka i rozczarowanie).
Tak jednak to nie działa. Myślimy „jeśli TO stanie się, to będę szczęśliwy”, a gdy TO nadchodzi po chwili euforii przechodzimy nad tym do porządku dziennego.  Po „szczęśliwym” przebalowanym weekendzie możemy mieć tylko kaca … , na Karaibach było fajnie , ale czegoś brakowało…  Zastanawiamy się wówczas – co się dzieje? gdzie te szczęście? może to jednak nie o to chodziło? I znowu wyznaczamy sobie kolejne osiągnięcie, które ma doprowadzić nas do szczęścia. Wymyślamy kolejne „jeśli To się stanie, to dopiero będę szczęśliwy…”. W ten sposób możemy całe życie spędzić w pogoni za szczęściem i nigdy go nie osiągnąć.
Naukowcy badający poczucie szczęścia – tak jak ludzie je rozumieli i odczuwali – i okazało się, że wydarzenia zewnętrzne,  tylko na chwilę podnoszą jego poziom. Okazuje się, że nie zależy ono od czynników materialnych czy przyjemności wynikającej z zabawy. Co ciekawsze nasze poczucie szczęścia nie zależy też od zdrowia. Można być ubogim, chorym, nie mieć okazji do zabawy  i czuć się szczęśliwym. Można też być zamożnym, rozimprezowanym, zdrowym i być pogrążonym w depresji.
Więc od czego zależy nasze poczucie szczęścia?
Szczególnie tym tematem interesują się specjaliści z zakresu tzw. psychologii pozytywnej.
W przeciwieństwie do tzw. psychologii tradycyjnej  skoncentrowanej na trudnościach i cierpieniu psychologowie „pozytywni” zajmują się badaniem osób, które są zadowolone z życia, odnoszą sukcesy, tworzą udane związki, radzą sobie z wyzwaniami.  Ich celem jest poznanie przepisu na szczęście oraz sposobów na wdrożenie ich przez innych ludzi - także tych przeżywających trudności.
Podstawowym wnioskiem z badań na temat poczucia szczęścia było stwierdzenie, że jest ono efektem naszego sposobu myślenia o rzeczywistości, naszych przekonań i wartości. Nie zależy od zewnętrznych czynników – rzeczy, sytuacji, zachowania innych osób – lecz od tego, co dzieje się wewnątrz nas. Ciekawe dla mnie jest to, że po licznych badaniach, analizach statystycznych  dyskusjach naukowcy doszli do tego, co może wydawać się oczywiste i o czym mówili starożytni: 
„Poczucie szczęścia nie zależy od tego, co masz lub kim jesteś, lecz wynika z tego, co myślisz.” Budda
„To myśli są tym, co szczęśliwie układa człowiekowi życie”.  Marek Aureliusz
Podkreślam – moim zdaniem nie oznacza to, że mamy się godzić na wszystko, co nam się zdarza (mam wrażenie, że to porada dobra dla ludzi, którzy nie mogą lub nie chcą niczego zmienić).  Jeżeli nasze potrzeby są niezaspokojone to wówczas i zmiana myślenia niewiele może pomóc (chyba, że jesteśmy Buddą…).  Znacznie łatwiej czuć się szczęśliwym mając zapewnione przyzwoite warunki materialne  niż zastanawiając się, co będę jadł jutro.
Tyle, że jak będziemy chcieli to i z milionem na koncie będzie nam  źle, a gdy postaramy się to i niepewność jutrzejszego dnia nie przeszkodzi nam w pogodzie ducha.  
Jakie z tego wynikają dla nas dzisiaj i teraz wnioski?
Działaj tak, aby spełnić swoje potrzeby, pragnienia, marzenia. Nie rezygnuj z tego. To twoje praw. Nie uzależniaj jednak  swojego poczucia szczęścia od rezultatów tych działań. Nie czekaj na szczęście. Nikt i nic ciebie nie może uszczęśliwić. Zależy to przede wszystkim od ciebie, a nie od tego co dzieje się wokół. Przyjrzyj się swoim myślom i zmień je na takie, które pozwolą poczuć się szczęśliwym/ szczęśliwą TU i TERAZ.
A jakie myślenie pomaga nam w dotarciu do szczęścia napiszę wkrótce w tym blogu.





piątek, 3 stycznia 2014

Kolejny rok za nami. Nowy rok to okazja i pretekst do  podjęcia decyzji o zmianach w naszym życiu. Do niektórych z tych postanowień przygotowywaliśmy się już wcześniej, ale znajdowaliśmy jakieś wytłumaczenia - pracy za dużo, jesień ponura, trzeba przygotować święta, itd. Po pierwszym stycznia wymówki się skończyły! Nowy rok to nowe nadzieje, nowe pomysły i czas na zmiany. Więc wielu z nas podejmuje solidne postanowienia noworoczne. Często dotyczą tego, czego nam zabrakło w starym roku – obiecujemy sobie, że będziemy bardziej dbać o zdrowie (rzucimy palenie, schudniemy, przytyjemy, zaczniemy biegać, pójdziemy na siłownię, basen), zadbamy o relacje z bliskimi (więcej czasu z dziećmi, romantyczne wyjazdy z żoną, częstsze odwiedzanie rodziców), zdobędziemy pracę lub zmienimy ją na lepszą (spokojniejszą, bardziej emocjonującą, lepiej płatną, z przyzwoitszym szefem/szefową), spełnimy któreś ze swoich marzeń (wyjedziemy do Nepalu, zbudujemy altanę w ogrodzie), itd.
Z postanowieniami noworocznymi jest tylko ten kłopot, że w styczniu je realizujemy, w lutym czasem je realizujemy, w marcu już zaczynamy tłumaczyć sobie, dlaczego nie możemy ich realizować, a kwiecień to wiosna i mamy coś innego na głowie niż nasze zimowe postanowienia. Gdy kończy się kolejny rok dokonując przeglądu tego, co zrobiliśmy nieraz żałujemy, że nie dotrzymaliśmy postanowień – kolejny rok np. przesiedzieliśmy z założonymi rękami narzekając na życie, za dużo pracowaliśmy, za mało czasu spędzaliśmy z bliskimi, przybyły nam kolejne kilogramy i coraz trudniej wejść na drugie piętro… Jeżeli tak będzie działo się rok po roku, to może się okazać, że życie upłynie nam na odkładaniu tego, na czym nam najbardziej zależy.
Proponuję zatem w tym roku dotrzymanie noworocznych obietnic! Możemy to osiągnąć jeśli w odpowiedni sposób zaprojektujemy te postanowienia i stworzymy system, który ułatwi ich dotrzymanie.
Warto tutaj wziąć pod uwagę specyfikę funkcjonowania ludzkiego umysłu. Zwiększymy swoje szanse na dotrzymanie obietnic wypisując korzyści, jakie przeniesie dotrzymanie obietnic. Korzyści ważne dla nas i dla naszych bliskich, w krótszej i dłuższej perspektywie. Romantyczne wyjazdy z partnerem/partnerką pozwolą nam odpocząć od codzienności, poczuć więcej bliskości, lepiej siebie zrozumieć. To wszystko zaowocuje, gdy większą trwałością związku, gdy przyjdzie nam mierzyć się z życiowymi wyzwaniami. Warto także wyobrazić sobie, co poczujemy dotrzymując obietnic – radość, gdy zmieścimy się w mniejszy rozmiar sukienki, dostaniemy się na upragnione studia, dumę, gdy znajomi nam będą gratulować nowej pracy, wzruszenie, gdy zobaczymy szczęśliwe dzieci.
Mózg potrzebuje konkretu i ma kłopoty ze zrozumieniem słów „więcej, mniej, bardziej”. Więc zamiast postanowienia „będę więcej czasu spędzał z dziećmi” warto konkretnie określić, jak ma to wyglądać np. „raz w tygodniu spędzę z dziećmi cztery godziny tylko na zabawie”.
Nie lubimy dużych zmian i zdarza się, że zaczynamy widzieć tysiące przeszkód, zapominamy, a nawet sabotujemy wprowadzanie zmian, których świadomie chcemy. W przypadku postanowień wymagających szeregu działań warto zaplanować je w postaci małych kroków prowadzących do ostatecznego rezultatu. Postanowienie "zmienię pracę" możemy zatem zacząć od ustalenia, że w styczniu "napiszę nowe c.v, i zrobię zdjęcie", w lutym „poinformuję znajomych, że szukam nowej pracy", w marcu "skontaktuję się z co najmniej trzema firmami, w których chcę pracować i dowiem się, czy nie szukają pracowników o moich kompetencjach”, itd.
Mózg lubi nagrody, wobec tego prócz planu działań warto zrobić też plan nagród. Więc po wykonaniu zadań zaplanowanych na styczeń zrobimy sobie przyjemność w postaci …..(i tu wpisujemy to, co rzeczywiście dostarczy nam frajdy), po wykonaniu zadań w lutym nagrodą będzie…itd.
Warto też stworzyć system działań wspierających dotrzymanie własnych obietnic. Np. na lodówce naklejamy rysunek nagrody (prawa półkula mózgu "lubi" obrazy), jaka nas czeka po wykonaniu pierwszego działania; kupujemy specjalny notatnik, pióro i zapisujemy tam nasze sukcesy wraz z wyjaśnieniem, jak to zrobiliśmy (w ten sposób umacniamy się w przekonaniu, że się nam uda); umawiamy się z przyjaciółką na wysyłanie jej raz w tygodniu maila informującego o naszych postępach. Wyrazy uznania ze strony innych będą dodatkowym bodźcem do działania. Cenne byłoby znalezienie osoby, która ma zamierzenia podobne do naszych. W tej „grupie wsparcia” będziemy siebie nawzajem kontrolować, motywować i święcić sukcesy.
Ważną cechą naszego mózgu jest to, że nie rozróżnia właściwie tego, co jest, od tego, co sobie wyobrażamy. Wyobrażenie sobie kolejnych działań ułatwi nam wykonanie tego. Gdy będziemy to rzeczywiście robić nasz mózg będzie już z tym „oswojony” i nie będzie nam przeszkadzał produkując obawy.
Czasem okazuje się, że nie wszystko przebiega zgodnie z planem i może pojawić się zniechęcenie, a nawet myśl o rezygnacji.  Wówczas warto powiedzieć sobie. "Ok. teraz nie udało mi się, ale nauczyłem się ,że.. dowiedziałem się o sobie, że …. Wykorzystam to w przyszłości". Wybaczając sobie przejściowe niepowodzenia dajemy sobie szansę na kontynuację działań.


Podsumowując: Jeśli uświadomimy sobie korzyści, jakie przyniesie nam dotrzymanie noworocznych obietnic; poczujemy emocje, które nas czekają na zakończenie; wskażemy konkretnie, co chcemy osiągnąć; przygotujemy plan działań składający się z małych kroków; opracujemy system wsparcia; wymyślimy, jak będziemy siebie nagradzać; powiemy o tym innym; znajdziemy sojuszników i będziemy sobie wybaczać niepowodzenia to mamy duże szanse, że kończąc rok 2014 będziemy dumni z siebie a nasze życie stanie się lepsze!