poniedziałek, 15 czerwca 2015

Ekspresowy przepis na lepsze życie

Na rynku jest coraz więcej czasopism z psychologią w tytule (lub temacie). Swoje dodatki(?) psychologiczne tworzą kolejne tygodniki tzw. opinii. 
Prócz nowych czasopism w Polsce zaczynają także występować "celebryci od rozwoju osobistego" - zagraniczni (np.Tony Robbins) i krajowi (np.Mateusz Grzesiak). Na spotkania z nimi przychodzą tłumy.
Czy to znaczy, że coraz więcej jest osób poszukujących lepszej jakości życia mierzonej samopoczuciem (a nie wysokością dochodu)?
W "całym tym zgiełku" - myślę - jest tęsknota za szybkim, "cudownym" sposobem na pozbycie się lęków, frustracji i sięgnięcie po szczęście. Mówcy i autorzy niektórych tekstów piszą "zrób to i to, a będziesz miał to czego pragniesz". Czasem dla niektórych osób to działa (jak ma nie działać, kiedy słuchali guru o światowej sławie na sali szczelnie wypełnionej zachwyconymi ludźmi i zapłacili sporo pieniędzy?). Czasem (tak jest częściej) po chwili euforii ludzie wracają w swoje codzienne wewnętrzne światy.
Aby zaszła w nas zmiana rzadko kiedy i rzadko komu wystarczy jeden przebłysk na "wiecu rozwojowym" prowadzonym przez nie wiem jak charyzmatycznego mówcę.
Do trwalszej i głębszej zmiany zazwyczaj potrzeba wysiłku i odwagi do zmierzenia się ze sobą, swoją przeszłością, swoimi wyobrażeniami o świecie i otwartości w budowaniu nowej wizji siebie.
To trwa dłużej. Czasem boli. Czasem wymaga wielokrotnych powtórzeń. Czasem trzeba zmienić swoje relacje z innymi (a mogą protestować przeciwko temu).
Po tych staraniach zostaje jednak ślad w jakości życia.
Ślad większy niż wysoki rachunek za spotkanie z guru.

poniedziałek, 8 czerwca 2015

Kiedy ostatnio płakałaś / płakałeś?


Kiedy czujesz smutek łzy napływają ci do oczu. Płaczesz. Czasem słone krople powoli spływają po policzkach. Czasem łzy zalewają ci twarz, ramiona spazmatycznie drgają - jesteś cała / cały płaczem.
To jest dobre.
W naszej naturze jest doświadczać emocji. Nasza natura domaga się ich wyrażenia. Dla naszych ewolucyjnie odległych przodków wyrażanie emocji było sposobem komunikowania innym swoich potrzeb. Płacz był przejawem smutku. Smutek oznaczał "pomóżcie mi". Inni pomagali, przytulali, chronili. Gdy każdy w grupie mógł liczyć na pomoc w chwilach smutku grupa była silna. Taka prosta zasada "ja dziś zajmę się tobą, ty jutro zajmiesz się mną". Razem przetrwamy.


Wszystkie dzieci płaczą. Bo coś je uwiera, czegoś im brakuje, dzieje się im krzywda.
Lecz niektórym z nich nikt nie nadchodzi z pomocą. Niektóre z nich za płacz są karane. Nikt nie zwraca uwagi na ich smutek, nikt nie chce im pomóc. Ich smutek spotyka się ze złością.
Więc dzieci przestają płakać. Z czasem nawet wydaje im się, że nie potrafią płakać.
Płacz staje się dla nich oznaką słabości. Wstydzą się go.
Nie płaczą i  wydaje się im, że w ten sposób pokazują swoją siłę, że nie potrzebują innych, że sami dadzą sobie radę.
Przestali płakać, ale co zrobić ze smutkiem? Przecież w dorosłym życiu też czegoś może brakować, coś uwierać i robić krzywdę.

Trzeba smutek ukryć głęboko nawet przed sobą. Trzeba o nim zapomnieć. Trzeba zrezygnować z części swojego człowieczeństwa. Tylko to kosztuje mnóstwo wysiłku.

Można to zrobić na jakiś czas.
Płaci się wówczas własnym zdrowiem. Bo smutek przecież jest i zatruwa (dosłownie kortyzolem) ciało.
Płaci się relacjami. Bo odsuwają się od innych, aby ukryć smutek, aby nie "złamać się" prosząc o pomoc, aby nie narazić się na ból, nie otrzymując tej pomocy.
Płaci się własnymi dokonaniami. Bo zbyt wiele energii pochłania ukrywanie przed sobą i innymi smutku. Nie starcza jej wówczas na działanie.

Więc jeśli płaczesz to dbasz o siebie. Jeśli płaczesz jesteś z innymi.
Jeśli płaczesz masz siłę, aby sprostać temu co życie ci przyniesie.

A jeśli zapomniałeś/ zapomniałaś płakać?

Przypomnij sobie. Warto.