środa, 28 stycznia 2015

Pisanie do siebie

Piszesz pamiętnik, a może zapisujesz swoje plany? Jeżeli tak, to wspaniale! Jeżeli jeszcze nie, to zacznij pisać. 
Pytasz się - po co? Choćby po to, aby poprawić sobie nastrój, zwiększyć odporność na choroby, odnosić więcej sukcesów. Tak, tak! (więcej -http://selfauthoring.com/WritingBenefits.pdf)
Takie właśnie skutki pisania o trudnych chwilach oraz o swoich życiowych planach opisywane są w wielu relacjach z badań na efektami „pisania do siebie”.
Zapisanie swoich myśli wymaga ponownego zastanowienia się. Gdy już widzimy swoje zdania – możemy ponownie przyjrzeć się im, uzupełnić, zmienić. Pisanie o przeszłości pomaga zrozumieć, że pewne rzeczy już są za nami. Możemy też przyjrzeć się im z innej perspektywy. Opisywanie swoich planów pomaga zmniejszyć niepokój związany z ich realizacją.
Komuś, komu pisanie wydaje się niepotrzebnym wysiłkiem może wydawać się, że wystarczy o tym pomyśleć. Myśli są ulotne, łatwo się rozpraszają, jeszcze łatwiej je zapominamy – zwłaszcza, gdy myślimy o czymś wywołuje w nas silne emocje. Zapisanie myśli powoduje nadanie im trwałego kształtu.

Słowom możemy się przyjrzeć, wracać do nich, analizować je. To, co zapisaliśmy staje się dla nas w pewnym sensie zobowiązujące i bardziej realne. Nie przeszkadza w tym to, że tylko my będziemy czytać te zapiski. Bądź co bądź swoje pomysły są dla nas bardziej przekonywujące niż uwagi innych. Po za tym – jeżeli piszemy dla siebie – znika obawa przed opiniami innych.
Skuteczność terapeutyczną pisania możemy jeszcze zwiększyć zwracając szczególną uwagę na pewne wątki. Poniżej proponuję zestawy pytań, które mogą być użyteczne, jeżeli postanowisz sobie pomóc pisząc do siebie.
Zapraszam do pisania.
Artur Brzeziński, coach - jeżeli chcesz porozmawiać o "pisaniu dla siebie" zapraszam do Integry we wtorek od godz. 18- do 20.

PYTANIA:
------------------------------O przeszłości------------------------------------
Co zdarzyło ci się trudnego w życiu?
Jak wówczas się zachowałeś/zachowałeś?
Jakimi cechami się wykazałeś/wykazałaś, skoro przetrwałeś/przetrwałaś ten czas?
Jak te cechy mogą ci teraz pomóc w radzeniu sobie z kolejnymi wyzwaniami?

-------------------------------O przyszłości-----------------------------------
Co chcesz osiągnąć?
Po co chcesz to osiągnąć?
Jak mógłbyś to zrobić?
Od czego byś zaczął?

wtorek, 27 stycznia 2015

Zaczynamy być razem zazwyczaj z miłości. Lecz, aby związek trwał potrzebne jest jeszcze coś.
Poniżej kilka pomysłów na długi i szczęśliwy związek (może nawet ten
jedyny).

środa, 21 stycznia 2015

Stale w naszej głowie kłębią się myśli "muszę zrobić zakupy..., znowu mi się nie udało..., jak dobrze, że jutro spotkam się z nią..., szkoda mojego wysiłku...". Nazywamy to, co się nam zdarza, oceniamy, planujemy, wspominamy. 
Te "głosy w głowie" są takie oczywiste, że nawet ich nie zauważamy i co gorsza - nie zastanawiamy się nad ich sensem.
A tego sensu czasem w nich brak - choćby dlatego, że te "nasze myśli" są echem tego, co kiedyś mówili nam rodzice, partnerzy, przyjaciele.
Więc niektórym zdarza się myśleć "ja do tego się nie nadaję" powtarzając słowa rodzica sprzed wielu lat. Gdy pomyślimy, że się "do tego nie nadajemy" to i tego nie zrobimy. Nasze myśli stają się granicami naszych możliwości.
Czasem warto przyjrzeć się więc temu nieustannemu szmerowi w głowie i zastanowić się: kto to mówi? skąd to wiem? co z tego wynika? jak mogę myśleć inaczej?
Warto też o tym 'mentalnym zgiełku" porozmawiać z kimś, komu ufamy i kto pomoże nam przyjrzeć się tym myślom. "Z zewnątrz" czasem łatwiej zobaczyć myśli, które nam szkodzą, ograniczają, wyprowadzają na manowce nie dobrych dla nas wyborów.

czwartek, 15 stycznia 2015

"Pięć praw podstawowych"

Czego płaczesz? przecież nic się nie stało! - Powinnaś być grzeczna - Nie wypada tak brzydko mówić - Tak się nie robi - Jak możesz tak myśleć? - Człowiek na twoim stanowisku powinien się odpowiednio ubierać - Nie rób tego, jeszcze coś zepsujesz - Ja zrobiłam coś złego! Niemożliwe, to wszystko dla twojego dobra...

Słyszeliście to? Może komuś to powiedzieliście?
To przecież takie "naturalne". Poprzez takie komunikaty inni uczą nas, jak mamy się zachowywać, co myśleć i co czuć. To nawet dobry pomysł - dzięki tym "korygującym" informacjom nie siorbiemy i mlaskamy przy jedzeniu, nie boimy się chmur i wiemy, że (zazwyczaj) policjantom można ufać. 
Czasem zdarza się jednak, że tych "korekcji" jest - dla nas - za dużo, są za drastyczne. 
Wówczas może się zdarzyć, że przestaniemy wierzyć sobie - widzimy, że ktoś jest draniem - ale ponieważ inni mówią "ależ to niemożliwe, to taki dobry człowiek" - więc zaczynamy myśleć, że się mylimy - że, ponieważ inni wiedzą lepiej - po prostu się mylimy. Przestajemy mówić o tym co jest dla nas ważne "bo nie wypada", przestajemy nawet tak myśleć - uznając, że to może z nami jest coś nie tak. Z czasem zamieniamy się w "zombie" - działamy, mówimy - jesteśmy w miarę skuteczni w swoim życiu tylko że...nieszczęśliwi. 
Bo w "między czasie" zapomnieliśmy o sobie. 
Więc warto zatrzymać się - wsłuchać się w siebie i zastanowić się - co czuję? co myślę? czego chcę? co jest dla mnie ważne?
A jeżeli okaże się, że idziemy przez życie drogą nie zgodną z nami, możemy poszukać tej prawdziwie nasze.



wtorek, 13 stycznia 2015

"Czego Jaś się nauczy, to Jan będzie umiał"
Na szczęście i niestety...

Oryginalna wersja brzmi „Czego Jaś się nauczy, to Jan będzie umiał” i niektórzy ją używają, aby wyjaśniać dzieciom, po co mają się uczyć rzeczy, które teraz wydają im się bez sensu.
Proponuję, aby spojrzeć na sens tego powiedzenia inaczej.
Czego się uczymy w dzieciństwie? Pewnych umiejętności i  wiedzy uczymy się jawnie np. mówienia dzień dobry, tabliczki mnożenia, jedzenia nożem i widelcem. Niektóre z nich rzeczywiście okazują się użyteczne. Inne , wobec szybkich zmian świata,  podzielą los znajomości korzystania z liczydeł, czy suwmiarek logarytmicznych (czy ktoś jeszcze pamięta, jak wyglądały?).
Uczymy się także wielu rzeczy „przy okazji”, nie zauważając nawet tego. W dorosłym życiu nawet nie wiemy, że tego się w którymś momencie się nauczyliśmy. Wydają się one nam trwałą częścią świata. Póki nie okaże się, że przeszkadzają nam nie zastanawiamy się nawet nad nimi. Co to może być?
Każdy z nas ma inny zestaw „wiedzy o świecie i sobie samym”. Na przykład w moim świecie niedziele były pełne niepokoju.  W niedzielę moi rodzice byli w domu – i nigdy nie wiedziałem, czy między nimi nie dojdzie do kłótni. Czasem dochodziło. Z czasem nawet coraz częściej. W małym mieszkaniu nie było, gdzie uciec przed złością, krzykiem, wypominaniem. Czasem dom był pełen zapachów obiadu i spokoju. Tylko, że budząc się rano nie wiedziałem, jak będzie dzisiaj. Więc – pełen niepokoju i nadziej – czekałem. W niedzielę też czekałem na poniedziałek – na to, że pójdę do szkoły. Ponieważ przez lata przeżywałem tam trudne emocje, więc już dzień wcześniej „przygotowywałem się psychicznie” (tj. straszyłem siebie) na to, co może się zdarzyć.
Te niedziele pełne niepokoju powtarzały się przez lata. Przyzwyczaiłem (można przyzwyczaić się niemal do wszystkiego), że w ten dzień tak jest.
Kiedyś opuściłem rodzinny dom. Założyłem własną rodzinę. W poniedziałek nie czekały już mnie trudne emocje w pracy.  Tylko, że w niedzielę nadal czułem niepokój.  Nauczyłem się tego. W moim mózgu zostały wybudowane  autostrady neuronowych połączeń, którymi mknęły automatycznie uczucia lęku, smutku, tłamszonej złości na hasło „niedziela”. Zachowywałem się zgodnie z tymi uczuciami – stawałem się mrukliwy, wycofany, czasem wybuchałem złością. Niedziela zaczęła się stawać groźna dla moich bliskich

Mam jeszcze wiele innych „pamiątek” z dawnych czasów. Rozpoznaję po tym, że przeżywam coś nieadekwatnego do sytuacji „tu i teraz”. Wówczas zastanawiam się – skąd mi się to mogło wziąć? po co mi to kiedyś było? po co mi jest teraz? Tłumaczę sobie, że to z przeszłości, że teraz jest inaczej, że mogę myśleć i czuć teraz coś innego. Nabrałem już niezłej wprawy w dyskusjach ze sobą. Coraz częściej w nich zwyciężam. Coraz częściej „to czego Jaś się nauczył  już Jan nie robi.”
Dzisiaj wiem skąd ten „niedzielny syndrom”. Uwolniłem się od niego. Kosztowało mnie to wiele wysiłku, czasu i pieniędzy  ale warto było. Uratowałem dla siebie i swoich bliskich jedną siódmą życia.
Pomyśl, czy Tobie zdarzają się chwile, kiedy czujesz trudne emocje, a nie wiesz skąd pochodzą? Czy zdarza się tobie robić, coś co ci nie służy? Jeśli tak to zastanów się – skąd to się wzięło? czy chcesz, aby trwało?  Jeżeli nie to zacznij dyskusje ze sobą, a jeśli będziesz je „przegrywała/ przegrywał” zwiększ swoje siły korzystając ze wsparcia innych osób.

Powiadam ci – naprawdę warto. Stawką jest Twoje życie.