piątek, 25 marca 2016

Ze wspomnień odwlekacza - prokrastynatora


Czy zdarza ci się odwlekać zrobienie czegoś? Mi zdarza się często. Kiedyś jeszcze częściej. W sprawach błahych i ważnych.  Właściwie to miałem wrażenie, że nie odwlekam jedynie odwlekania. Byłem mistrzem w odwlekaniu lub - mądrzej to brzmi – prokrastynacji.
Odwlekałem różne sprawy – wizytę u dentysty, złożenie zeznania podatkowego, posprzątanie, napisanie sprawozdania, spotkanie z osobą, z którą wypada się spotkać, a której nie lubię, rozstanie z osobą, z którą wypada być, a z którą jest mi źle, wymianę opon, zmianę pracy, itp., itd.
Lista była długa. Wszystkie te sprawy - patrząc teraz z perspektywy czasu - mogę przyporządkować do kilku grup kierując się różnymi kryteriami. 
Odwlekałem sprawy, które uznawałem za mało ważne. Więc nie śpieszyłem się z wymianą letnich opon na zimowe… Póki – w wyniku zaskakującego pojawienia się zimą śniegu – sprawa nie stała się ważna. Zwlekanie z wymianą opon zimowych na letnie udaje mi się lepiej. Może dlatego, że nawet lipcowe upały nie wpływają w widoczny sposób (przynajmniej dla mnie do tej pory) na jazdę. Odwlekałem tez sprawy, których wykonanie mi ktoś polecił. Więc rzeczy, które miałem zanieść do pralni najpierw czekały, aby tam się znaleźć, a potem, aby zostać odebrane.
Odwlekałem też sprawy, których sensu i celu nie rozumiałem. Odkładając napisanie sprawozdania tłumaczyłem sobie, że przecież i tak tego nikt nie czyta, a jeśli nawet to i tak z tego nic nie wynika.
Jak teraz przyglądam się swojemu odwlekaniu, to w sumie nie mam pretensji do siebie za to, że nie robiłem tego, co: było dla mnie nieważne, ktoś mi zlecił, nie widziałem sensu i celu. Właściwie to aż dziw, że w ogóle to zrobiłem.
Odwlekałem też sprawy ważne, sensowne, celowe, którymi sam postanowiłem się zająć. Dlaczego tak się działo to bardziej zagadkowa sprawa.
Odwlekałem sprawy, którymi zajmowanie się wydawało mi się nieprzyjemne. Wizyta u dentysty to przecież czysty masochizm (a ja nie jestem masochistą akurat tego typu). Spotkanie z nielubianym kuzynem to chwile drętwej rozmowy o niczym. Więc nawet jeśli sam uznałem, że dbanie o zdrowie to ważna i sensowna sprawa to wyobrażenie o „nieprzyjemności” (uwaga: eufemizm!) kontaktu z dentystą zatrzymywało mnie w działaniu.
Odwlekałem sprawy, którymi zajmowanie się wymagało trudu. Więc sprzątanie piwnicy, w której nie wiedzieć kto robił stale bałagan czekało nieraz długo na swój dzień.
Odwlekałem też działania ważne, sensowne, na które sam się decydowałem, które mogły być przyjemne (a przynajmniej nie nieprzyjemne) i które nie wydawały się trudne (lub o których trudności nic nie wiedziałem).
Dlaczego tak się działo - nie wiedziałem. Dotarcie do przyczyn odwlekania wymagało już pewnego wysiłku. Potrzebna była nawet pomoc kogoś innego  komu łatwiej było - patrząc z boku - dostrzec to, co wyprawiałem. 
Odwlekałem sprawy, z którymi przychodziło mi radzić sobie samemu. Myślę, że większość z nas potrzebuje wsparcia, poczucia, że nie jesteśmy sami borykając się z życiowymi wyzwaniami.
Odwlekałem też, ponieważ odwlekanie odwlekało możliwość porażki. Czasem wyobrażałem sobie, że gdy już się czymś zajmę i efekt nie będzie taki, jak oczekiwałem to będzie to oznaczało, że ze mną coś jest „nie tak”. Więc, aby uniknąć tego poczucia „nietakowości” odwlekałem. Korzyść była tu i teraz – zachowane poczucie wartości. Choć była tu niewielka skaza – przecież odwlekałem. Lecz to niewielka niedogodność. Mogłem myśleć – jestem świetny i kiedyś się tą sprawą zajmę. Tylko nie dziś.
Odwlekanie kosztuje – to w końcu zrozumiałem. Kosztuje stracone szanse, nie doznane dobre chwile, borykanie się z konsekwencjami, naprawianie tego, co się popsuło – bo nie zajęto się tym na czas.  Właściwie to rozumiałem to zawsze, ale przyszedł moment, gdy postanowiłem coś zrobić. Nie odwlekałem już tym.
A ty z czym odwlekasz? Kiedy przestaniesz?
Zapraszam na warsztaty o radzeniu sobie z odwlekaniem i znajdowaniu motywacji do działania 8 kwietnia do Pracowni Integra.
Artur Brzeziński – coach i terapeuta TSR

Jeśli odwlekasz zajęcie się jakąś sprawą zastanów się nad odpowiedziami na pytania:
·         Jaka jest ważność tej sprawy dla mnie?
·         Kto chce, abym się nią zajął?
·         Czy wiem, jaki sens ma wykonanie tej pracy? Czy wiem, jaki jest cel wykonania tej pracy? Jak mogę się ewentualnie tego dowiedzieć?
·         W jakim stopniu zajmowanie się tą sprawą jest dla mnie przyjemne?
·         W jakim stopniu zajmowanie się tą sprawą jest trudne dla mnie?
·         Kto może mi pomóc w zajęciu się tą sprawą?
·         Co myślę o szansach na pozytywny efekt zajęcia się tą sprawą? Na ile może to być prawda?
·         Co będę myślał o sobie, jeśli efekt nie będzie pozytywny? Na ile może to być prawda?

Do jakich wniosków doszedłeś?
Co zrobisz? 

poniedziałek, 7 marca 2016

Warto wyrażać wdzięczność i zaufanie!




Zmiany naszego nastroju, efektywność funkcjonowania naszych umysłów neurobiolodzy wiążą ze zmianami ilości konkretnych substancji chemicznych naszych mózgach. Jedną z takich kluczowych substancji jest dopamina – nazywana czasem hormonem szczęścia. Dopamina to neuroprzekaźnik, który odgrywa ważną rolę w regulowaniu emocji, radzenia sobie ze stresem, poziomu lęku i możliwości snu. Dzięki niej zapamiętujemy to, czego doświadczyliśmy w ciągu dnia.

Dopamina odgrywa także istotną rolę w procesach związanych z motywacją do działania. Warto więc zadbać o odpowiedni poziom dopaminy w organizmie. Tylko jak to zrobić? Tu możliwości jest wiele. Można m.in. zadbać o odpowiednią dietę (np. więcej bananów, migdałów i czerwonej fasoli, mniej cukru, tłuszczów), napić się kawy i alkoholu (uwaga na inne efekty spożywania!), dostać prezent (zwłaszcza niespodziewany prowadzi do gwałtownego podniesienia poziomu dopaminy). Można zakochać się – pierwsze lata związku to niemal kąpiel mózgu w dopaminie (po około dwóch latach wydzielanie dopaminy w mózgu zmniejsza się …),

Ilość dopaminy zwiększa się także, gdy ufamy innym i jesteśmy wdzięczni. To ewolucyjnie preferowany sposób na umacnianie ludzkich społeczności. Wdzięczność i zaufanie mają kluczowe znaczenie. Obdarzanie zaufaniem innych – prócz poprawy naszego samopoczucia – ma także moc wpływania na innych. Mamy szansę (nie pewność!), że osoby, którym zaufamy odpowiedzą nam tym samym. Ufając sobie możemy lepiej porozumiewać się i współpracować. Co doprowadzi do jeszcze lepszych relacji, a mózgi wszystkich jej uczestników radośnie będą taplać się w dopaminie.

Możemy też podnieść poziom dopaminy poprzez wyrażanie wdzięczności. Warto pomyśleć, za co jesteśmy wdzięczni. Jeżeli nawet w pierwszej chwili – zwłaszcza, gdy jesteśmy w gorszym nastroju (niższy poziom dopaminy!) – pojawi się myśl „a za co tu być wdzięcznym/-ą” to przy odrobinie dobrej woli coś znajdziemy.

Czasem te „coś” to chwila błękitnego nieba (w Polsce zimą to niezbyt częsty widok), czasem – uświadomienie sobie, że poradziliśmy sobie z trudnościami. Możemy też zastanowić się, komu jesteśmy wdzięczni. Nieznajomemu, który pomógł nam w sklepie? Bliskim, którzy troszczą się o nas (nawet jeżeli robią to na swój sposób – niekoniecznie naszym zdaniem właściwy dla nas) ?


Zaczynamy czuć wdzięczności i poziom dopaminy wzrasta. Możemy go jeszcze podnieść, gdy tą wdzięczność wyrazimy. Więc możemy pomyśleć z wdzięcznością o kimś kogo dzisiaj spotkamy, a następnie możemy przygotować kilka (no dobrze – jedno) zdań, w których tę wdzięczność wyrazimy. Potem zostanie nam tylko je wypowiedzieć. Jeżeli wydaje się to za trudne (mam wrażenie, że łatwiej czasem wypowiadać przykre słowa niż mówić o wdzięczności i zaufaniu) to można te kilka zdań (no dobrze – jedno zdanie) zapisać i wręczyć kartkę, wysłać sms, mail i zobaczyć, co się stanie.


Mogą się dziać różne rzeczy – akceptacja, zdziwienie, podejrzliwość, wdzięczność. Na pewno w jakiś magiczny sposób staniemy się bardziej widoczni dla innych, a oni dla nas.


Jest duża szansa, że RAZEM poczujemy się lepiej.


Artur Brzeziński