wtorek, 21 kwietnia 2015

O zmienianiu przeszłości.

Skąd wiemy "jak żyć?", co jest właściwe, a co nie? jak postępować? z czego się cieszyć, a czego się bać?
Nauczyliśmy się tego -  podczas setek tysięcy chwil zdarzeń, w których uczestniczyliśmy, obserwacji innych ludzi i wysłuchiwania ich rad. Większości z nich nie pamiętamy. Wielu nie chcemy pamiętać. W miarę upływu czasu i nabywania nowych doświadczeń wspomnienia obrosły mchem, tu i ówdzie pokruszyły się niczym kamienie w ogrodzeniu ogrodu, który nazywamy naszym życiem. Właściwie już mają niewiele wspólnego z tymi chwilami w przeszłości, ale ciągle wyznaczają nasze granice.
Pamięć nie jest czymś stałym. Nie mamy w głowie półek z filmami pt. „Pierwszy pocałunek”, „Złość mamy”, „Bójka na szkolnym boisku”. Za każdym razem, gdy przypominamy sobie tamte wydarzenia dzieje się tak jakbyśmy widzieli je na nowo. Ponieważ my się zmieniamy to i zmienia się to, co widzimy. Powstają coraz to nowe wersje „filmów”: „Pierwszy pocałunek” ulega idealizacji, a w „Bójce na szkolnym boisku” z przegranego stajemy się zwycięzcą.  Z tego właśnie m.in. powodu, gdy po wielu latach z innymi uczestnikami wydarzeń opowiadamy „jak było” to okazuje się, że mówimy o różnych wersjach.
Z tych "filmów o przeszłości" wyciągamy "morały". To, czego się nauczyliśmy się może było kiedyś odpowiednie do sytuacji, a może już wówczas nas bolało, ale nie wiedzieliśmy, że można inaczej lub nie mogliśmy postępować inaczej.
To może ciągle w nas tkwić w postaci schematów zachowania, które powielamy. Teraz jednak już nam one nie służą. Teraz możemy się od nich uwolnić.
Nie stanie się jednak tak dopóki nie zdamy sobie sprawy z istnienia tych schematów i nie nazwiemy ich. Dopiero następnym krokiem będzie zmiana myślenia i podjęcie działania.
Więc „pogrzebanie” w przeszłości pozwala nam na dokonanie takiego „remontu” ogrodzenia. Przejrzenie kamieni, oczyszczenie, odrzucenie lub świadomie ułożenie ponownie.
Takie „grzebanie” ma tym większy sens, że prowadzi do zmiany tego, co pamiętamy.
Pamięć nie jest czymś stałym. Nie mamy w głowie półek z filmami pt. „Pierwszy pocałunek”, „Złość mamy”, „Bójka na szkolnym boisku”. Za każdym razem, gdy przypominamy sobie tamte wydarzenia dzieje się tak jakbyśmy widzieli je na nowo. Ponieważ my się zmieniamy to i zmienia się to, co widzimy. Powstają coraz to nowe wersje „filmów”: „Pierwszy pocałunek” ulega idealizacji, a w „Bójce na szkolnym boisku” z przegranego stajemy się zwycięzcą.  Z tego właśnie m.in., gdy po wielu latach z innymi uczestnikami wydarzeń opowiadamy „jak było” to okazuje się, że mówimy o różnych wersjach.
Poprzez „grzebanie” możemy inaczej spojrzeć na to, co się nam zdarzyło. Możemy pewne rzeczy przewartościować, podkreślić ich znaczenie lub umniejszyć. Może się okazać, że w przeszłości znajdziemy siłę do zmiany tego, co nam nie odpowiada dzisiaj.
Do „grzebania” potrzebny jest ktoś, kto niejako „z zewnątrz” pomoże nam lepiej zrozumieć, to co zapamiętaliśmy i do czego to wykorzystujemy teraz. Taką właśnie rolę pełni terapeuta. Bez niego ciągle oglądamy podobne wersje tego samego „filmu” i postępujemy zgodnie z jego – wymyślonym przez nas – przesłaniem.

Więc:
"Rozgrzebywanie" przeszłości pozwala na uwolnienie się od niechcianych myśli, uczuć, zachowań. W wyniku tego "rozgrzebywania" powstaje w naszych umysłach nowa wizja tego, co przeżyliśmy, która pomaga nam lepiej radzić sobie z wyzwaniami teraźniejszości.

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Życzę wam dzisiaj obfitego wydzielania endorfin:)
"Endorfiny – grupa hormonów peptydowych, wywołują doskonałe samopoczucie i zadowolenie z siebie oraz generalnie wywołują wszelkie inne stany euforyczne (tzw. hormony szczęścia). [...] odkryto kilkanaście różnych endorfin produkowanych w mózgu i rdzeniu kręgowym, wpływających na odczuwanie bólu, stan uczuć i świadomości. Nazwano je molekułami emocji.
Niektóre bodźce, powodujące wydzielanie endorfin, to m.in.:
= śmiech, a nawet myślenie o śmiechu,
= wysiłek fizyczny
= niektóre (głównie pikantne) przyprawy,
= opalanie,
= czekolada,
= orgazm."
Proste przyjemności - to one mogą dodać słodyczy codzienności.
Ciekawe jak wyglądałoby wydarzenie łączący wszystkie te elementy? Emotikon smile

środa, 1 kwietnia 2015

Jakie etykiety nakleiłeś/nakleiłaś sobie?

Widziałeś kiedyś szczekuszkę? Nie? A wiesz jak wygląda szczekuszka? To skąd wiesz, że nie widziałaś? Szczekuszki nie mają na plecach etykiet z nazwami. Właściwie większość rzeczy wokół nie ma takich etykiet.
Nie mają etykiet także zachowania ludzi, sytuacje, itd.
To skąd wiemy, że te zielone to „drzewo”, a tamten to „zazdrośnik”,  a tam dalej to „w tej sytuacji zachowałem się, jak błazen”?
Te etykiety to nasze dzieło! Nauczyliśmy się etykietowania od rodziców, bliskich, znajomych, wyczytaliśmy i wywidzieliśmy. Większość etykiet nam służy. Pomaga w komunikacji (pod warunkiem, że inni w podobny sposób etykietują). Ułatwia katalogowanie, planowanie i wspominanie. Wprowadza porządek w chaosie zjawisk, przedmiotów, myśli. Tak działają nasze umysły.
Niestety czasem etykietami możemy zrobić sobie i innym krzywdę. Innym – gdy przykleimy taką, która wynika raczej z naszego nastroju , uprzedzeń i braku informacji, niż z tego, co dana osoba robi. Przykleiwszy etykietę zachowujemy się zgodnie z nią nie wracając uwagi na drugiego człowieka. W ten sposób możemy kolegów i koleżanki w pracy (która po prostu nam nie odpowiada) okleić napisami „idiotka”, „leń”, „safanduła”, „frajer”, „pracuś”. Okleiwszy będziemy się wobec nich zachowywać tak, jak – myślimy - że można zachowywać się wobec „idiotek, leni, frajerów.” Więc nie dziwne będzie, że ludzie odpowiedzą nam niechęcią – nikt nie lubi być tak traktowany. Będziemy wówczas mieli to czego nie chcieliśmy a zaczęliśmy od naklejania innym etykiet na czoła lub plecy.
Etykiety potrafimy także naklejać sobie. Z krótkimi napisami – „nieśmiała”, z  dłuższymi – „zdolny, ale leniwa” i jeszcze dłuższymi „nigdy nie nauczę się tego robić”. Etykiety te mogą stać się naszym wyrokiem: „nieśmiałe” osoby nie nawiązują nowych znajomości (więc i my nie próbujemy), „zdolne, ale leniwe” nie dążą do celu więc i go nie osiągają, te, które „nigdy nie nauczą się” nawet nie próbują i rzeczywiście nie uczą się.
Rezygnacja z etykietowania wszystkich i wszystkiego jest niemożliwa i niepotrzebna. 
Warto jednak zwrócić uwagę, co piszemy na tych etykietach i zadbać o to, by znalazły się tam napisy, które pozwolą zobaczyć wokół siebie „zabawnych”, „inteligentnych”, „dowcipnych”, „wrażliwych”, „uprzejmych” ludzi. Wówczas sami poczujemy, jak dobrze być otoczonym przez takich ludzi!

Warto też zrewidować etykiety, które sobie naklejamy. Bo jeśli uznamy, że tylko "czasem czujemy nieśmiałość", to łatwiej nam będzie nawiązywać kontakty. Myśląc o sobie, że jesteśmy "zdolni, ale nie zawsze chcemy się angażować" (a któż chce zawsze to robić?) to uznawszy, że warto, będziemy wytrwale dążyć do celu. Jeżeli nakleimy sobie etykietę „mogę się nauczyć” to  zadziwimy siebie i innych naszymi dokonaniami!

A w tym linku znajdziesz zdjęcie szczekuszki