czwartek, 24 września 2015

O potędze emocji


Fragment wywiadu z Robertem Lewandowskim
"Dziennikarz: Ciężko się panu oglądało mecz z Wolfsburgiem w pierwszej połowie? Przegrywaliście 0:1.
Robert L- [...]  Wchodząc na boisko na drugą połowę, nie czułem gniewu, niczego nikomu nie musiałem pokazywać. "

Zaciekawiło mnie stwierdzenie Roberta: "nie czułem gniewu". Skąd u niego pomysł na gniew? Mógł przecież powiedzieć: byłem radosny, spokojny, obojętny itd. Wybrał "nie czuje gniewu". Z mojej praktyki coacha i terapeuty terapii skoncentrowanej na rozwiązaniach, wynika coś przeciwnego. Gdy ktoś mówi, że nie czuł czegoć to jego nieświadomość pierwej podsuwa mu nazwę tego co czuł a potem - już świadomość - cenzuruje to. Cenzuruje bo pojawiają się myśli "nie wypada", " nie powinno" itp.
Więc - tak sobie po swojemu interpretując - myślę, że Lewy wyszedł na boisko wkurw... i postanowił pokazać, co potrafi, Złość to uczucie dające siłę i energię.
Więc jego ciało i umysł było zmobilizowanie w 200% + talent + umiejętności wynikające z ciężkiej pracy = 5 goli w 9 minut.

Co z tego wynika dla Guardioli? Wdepnąć na ambicje Lewego i wypuścić go na boisko. :)
Co z tego wynika dla wszystkich innych? Nie bójmy się złości. Złość może na pomóc osiągnąć nieosiągalne.
Tak myślę.
Artur Brzeziński


Bayern Munich vs Wolfsburg 5-1 All Goals Highlights 2015

piątek, 11 września 2015

Czy jesteś „dobry/dobra dla siebie”?


Pisałem ostatnio o popełnianiu błędów. Mogą być dla nas okazją do uczenia się, do zmiany na lepsze, do rozwoju, poczucia satysfakcji, że potrafiliśmy, że jesteśmy silni i sprawczy. Mogą też być dla nas okazją do „biczowania siebie”, wskazywania winnych, pretensji, żalu, złości, smutku i … w „sprzyjających” warunkach depresji.
Co ma wpływ na to, jak siebie traktujemy, gdy myślimy, że popełniamy błędy?
Myślę, że warto zwrócić uwagę na to, czy potrafimy „być dobrzy dla siebie”. Zacznijmy od ustalenia, co to właściwie znaczy „być dobrym dla siebie”. Użyteczne będzie przyjrzenie się temu, jak zachowujemy się, gdy „jesteśmy dobrzy” dla naszych bliskich?
Gdy potrzebują pomocy pomagamy im, gdy przeżywają trudne chwile wspieramy ich, chronimy, współczujemy im, bawimy się z nimi, robimy drobne i większe przyjemności. Każdy z nas ma cały arsenał zachowań, którymi wyrażamy swoją „dobroć dla innych”.
Gdy naszym bliskim zdarzy się popełnić błąd lub gdy myślą, że popełnili błąd, czy – jeśli chcemy być dla nich dobrzy – mamy do nich pretensję? krytykujemy? zawstydzamy? jesteśmy źli na nich? odtrącamy? Nie.
Więc może – jeżeli chcemy dla siebie być dobrzy – to może warto siebie potraktować tak, jak kogoś nam bliskiego? Bo właściwie to dlaczego nie? Nie zasługujemy na dobre traktowanie ? W sumie kto jest bliższy nam niż my sami?
Może więc, gdy następnym razem nie będziesz zadowolona / zadowolony z tego, co zrobiłeś, (uznałeś / uznałaś to za błąd pomyśl), jak byś zachowała się wobec kogoś bardzo bliskiego tobie komu by się coś takiego zdarzyło. I zrób to.
„Bycie dobrym dla siebie” to nie pobłażanie, zgoda na robienie niedobrych rzeczy. Jak mogę powiedzieć, że jestem „dobry dla siebie” jeśli np. wcinam kolejną porcję słodyczy wiedząc, że w ten sposób zagrażam swojemu zdrowiu?
„Bycie dobrym dla siebie” to nie egoizm. Jak mogę myśleć, że „jestem dobry dla siebie” robiąc krzywdę bliskim, co prędzej czy później spowoduje, że zostanę sam?
Myślę, że „bycie dobrym dla siebie” to uznanie, że możemy popełniać błędy. Wszyscy je popełniają.
„Bycie dobrym dla siebie” to mówienie o sobie dobrze („Tak, pomyliłem się, nikt nie jest doskonały, miałem dobre intencje ale zdarzyło się coś czego nie przewidziałem, każdemu się zdarza, postaram się następnym razem postąpić inaczej, a co jeśli znowu mi nie wyjdzie? Spróbuję jeszcze raz. Popełniam błędy i jestem ok. ”).
Bycie „dobrym dla siebie” to dobre traktowanie siebie. Odpoczywanie wtedy, gdy jesteśmy zmęczeni. Poszukiwanie wsparcia, gdy jest nam potrzebne.
„Bycie dobrym dla siebie” to także zwracanie uwagi na to, co jest „tu i teraz”, koncentrowanie się na bieżącej chwili, na tym, co słyszymy, widzimy, czujemy. To rezygnacja z nieustannego wypominania sobie, „mielenia” w głowie zdań: „jak mogłem, co ja zrobiłem, nigdy … i zawsze….”
Niektórzy mówią, że to oznaka człowieczeństwa. Wszyscy należymy do wielkiej wspólnoty „popełniaczy błędów” (jeżeli ktoś  mówi, że ich nie popełnia ten po prostu nie mówi prawdy i kropka).
Co się dzieje, gdy jesteśmy „dobrzy dla siebie”? Czujemy się szczęśliwsi. Zdrowiej i lżej się nam żyje. Jesteśmy też „dobrzy dla innych” (jeżeli sobie odpuścimy błędy to łatwiej możemy je też odpuścić innym, jeśli o siebie zadbamy, to z radością zadbamy o innych). W odpowiedzi oni są „dobrzy dla nas”, więc mu znowu wobec nich i …  świat staje się dla wszystkich lepszym miejscem.  

To nie tylko opis moich przekonań – to także wnioski z badań amerykańskich uczonych – zapraszam na stronę http://self-compassion.org/)

A w jakim stopniu ja jestem "dobry dla siebie"? W niewystarczającym. Ale to się zmienia. Kiedyś bezlitośnie chłostałem siebie za rzeczywiste i wymyślone błędy większe, mniejsze i życiowe.
Teraz robię to znacznie rzadziej,ale robię. No cóż, nikt nie jest doskonały....


środa, 2 września 2015

O przyjemności z popełniania błędów

Zazwyczaj nie lubimy popełniania błędów. Staramy się ich unikać.
Czasem poprzez przygotowania, gromadzenie infomacji, ćwiczenia (nim zdecydujemy sie na męża/żonę - sprawdzamy się z nim/nią, pytamy, słuchamy, wystawiamy na próby).
Czasem poprzez unikanie podejmowania decyzji (i udowadniamy sobie i innym, że los singla/singielki to najlepsze, co nam mogło spotkać.)
Czasem poprzez pozwolenie, aby inni za nas wybierali, działali ("nikt tak jak mamusia nie wybierze nam żony/męża").
Popełnianie błądów nie jest przyjemne. W szkole byliśmy za nie karani. W domu zresztą też. Myślimy, że inni widząc nasze błędy źle o nas pomyślą , może nawet zrobią nam krzywdę. Wydaje się nam, że błędy świadczą o  naszej niedoskonałości. Więc, nawet gdy o błędach naszych tylko my wiemy to też potrafimy siebie karać myśląc o sobie źle, czasem wyzywając w ciszy od "ostatnich".
W pewnych warunkach popełnienie błędu może jednak nie prowadzić do pogorszenia nastroju. Amerykańscy uczeni sprawdzili w jakich .
Jeżeli traktujemy błąd jako informację zwrotną na temat naszego działania, która pozwala nam zbliżyć się do sukcesu to wówczas w naszym mózgu aktywuje się ośrodek nagrody. Nie dość, że nie "łapiemy doła" (no dobrze, może przez chwilę) to jeszcze czujemy  napływ entuzjazmu do dalszych prób.
Więc, gdy "znowu w życiu ci nie wyjdzie" (jak śpiewał Cugowski) to masz dwie możliwości:

  •  zwyzywać siebie od nieudaczniczek/-ników i chmurze depresji zrezygnować z dlaszych prób

lub

  • uznać, że dzięki błędowi wiesz , czego masz nie robić i zacznij coś innego.

Ta druga możliwość daje dwie korzyści: czujesz się lepiej i masz szanse na sukces.
Wybór należy do ciebie:)