wtorek, 16 lipca 2013

Życie jest jak gra w karty...

Pierwsze rozdanie to miejsce, w którym się rodzimy. Rodzice, ich zamożność, przekonania, umiejętności, postawy, wartości, sąsiedzi, domy wokół, słońca więcej lub deszczu... Także nasze zdolności, kolor oczu, sprawne bardziej lub mniej zmysły, nogi i ręce takie jak u „wszystkich” lub inne...
Potem kolejne rozdania – ludzie , których spotykamy, wydarzenia wokół nas – zwycięstwa, klęski, kryzysy i sukcesy…
Na początku nie potrafimy grać. Tak jakby ktoś nam do rąk wepchnął karty i kazał sobie radzić. Tym bardziej, że reguły są bardzo zmienne. Czasem nawet mamy wrażenie, że ich w ogóle nie ma. Więc sobie radzimy. Popełniamy błędy. Czasem takie, że nam nawet trudno wyobrazić sobie, jak można wygrać w przyszłości cokolwiek.
Gramy dalej. W naszych umysłach powstaje wizja gry i zgodnie z nią wykładamy karty.  Spodziewając się przegranych mając nawet silne karty z nich nie korzystamy – lub inaczej – nawet gdy mamy doświadczenie, umiejętności i talenty w obawie przed przegraną nie podejmujemy wyzwań. Lub przeciwnie – ściskając w rękach blotki - z uporem dążymy do wygranej (która przyjdzie … bo wytrwaliśmy lub nie …  bo może inni mieli mocniejsze karty).

O co gramy?
Ja gram o życie, w którym będę czuł satysfakcję z tego, co robię i z kim jestem.
Przeglądam swoje karty. Zastanawiam się nad możliwymi ruchami. Przyglądam się swoim przekonaniom na temat reguł tej gry. Rozmawiam z ludźmi, którzy pomagają mi zrozumieć te zasady.

Stawka jest wysoka.
Gram o życie, którego nie będę żałował, gdy nad stołem zgaśnie światło.

A Ty o co grasz? Jakie masz karty? Jak je wykorzystujesz? Jak możesz je lepiej wykorzystywać?


czwartek, 11 lipca 2013

Proponuję krótki test. Uczciwie odpowiedz sobie na pytanie:
Jak często zdarza ci się mówić/ myśleć:

Robię to (…), bo:  - muszę, -  już taki jestem,  - denerwujesz mnie, - szef mi kazał, - wszyscy tak robią, - takie są zasady, - jestem twoim ojcem/matką, - zdenerwowałem/-łam się?

A teraz przypomnij sobie, jak często od innych słyszałeś/ słyszałaś ten tekst?

Robię to, czyli… -  krzywdzę na innych, - wykonuję pracę, której nie lubię, - jestem w związku z kimś, kto mnie krzywdzi, - „odwalam” swoje zadania, - znoszę złe traktowanie ze strony innych, itd. itp. ...

Mam dla Ciebie dobrą niedobrą wiadomość.

Gdy tak mówisz/ myślisz to ŚCIEMNIASZ! ŁUDZISZ SIĘ! OSZUKUJESZ SIEBIE lub / i INNYCH!

Za każdym razem jest to szukanie poza nami usprawiedliwienia dla tego, co robimy. Zdaniem Marchalla B. Rosenberga, autora książki „Porozumienie bez przemocy. O języku serca” wypieramy się odpowiedzialności za własne czyny twierdząc, że wywołało je: działanie bezosobowych sił, problemy osobiste, cudze działania, polecenia zwierzników, nacisk grupy, polityka instytucji, zasady i regulaminy, role społeczne, impulsy. 

Nie "musisz" być grzeczny (lub wredna)! Wybierasz takie zachowanie. Postępujesz tak, bo uważasz, że to przyniesie ci korzyść. To nie szef ci kazał, ale sam /sama uznałaś, że warto go słuchać (bo jak nie, to premie obetnie albo co gorszego…). Nie musisz przestrzegać zasad dobrego wychowania, ale wybierasz to bo np. chcesz im pokazać, że jesteś „lepsza” . Nie musisz postępować zgodnie z zasadami ruchu drogowego. Robisz to, bo uznajesz, że np. jazda prawym pasem w Londynie grozi wydatkami na leczenie). NIe musisz wykonywać kiepskiej pracy - wybierasz ją, bo np. boisz się, że innej nie dostaniesz. 
Tak samo nie musisz być dobra / dobry dla innych. To twój wybór!

Co z tego wynika?

Jeżeli chcesz dalej innym ściemniać oczywiście możesz robić to dalej. Tylko pamiętaj – co bardziej refleksyjne osoby i tak ci nie uwierzą.


Jeżeli chcesz ściemniać dalej sobie – no cóż…  to twoje życie!

Możesz też następnym razem, gdy zaczniesz myśleć/ mówić: robię to, bo - muszę, -  już taki / taka jestem,  - …  , zatrzymać się i pomyśleć:

Jak mogę zachować się inaczej? Co się wtedy może stać? Co zyskam?

Gdy opowiesz sobie na te pytania i podejmiesz działanie – teraz już świadomie – będziesz wiedziała/ wiedział, że to ty kierujesz swoim życiem a nie „ślepy los”.

I to jest właśnie dobra wiadomość!

wtorek, 2 lipca 2013

"wykorzystywać życie w połowie"?


Właściwie, co to znaczy - "wykorzystywać życie w połowie"?
Cieszyć się tylko w połowie?
Sięgać tylko w połowie po to, o czym marzymy?
Być w połowie zadowolonym/zadowoloną ze związku?
w połowie usatysfakcjononą pracą?
odpoczywac w połowie?
bawić się w połowie?
płakać w połowie?

"Druga połowa będzie cię prześladowała"...- co będzie prześladowało?
żal za niespełnionym szczęściem?
za związkiem nie w płeni udanym?
za "połową" pracy?

Więc może lepiej nie dowiadywać się, że żyjemy tylko "w połowie"?
A może - jeżeli mamy być prześladowani sięgnąć po tą drugą połowę?
Co wówczas może się stać?  zadowolony z pracy w pełni? będziesz szcześliwa/ szczęśliwy w pełni?
Co zrobisz?