czwartek, 29 czerwca 2017

Etykiety w naszej głowie

Srikumar Rao w swojej książce „Jak działa szczęście” zwraca uwagę na ludzką tendencję do przyklejania etykiet do wszystkiego co nam się zdarza. Z tym, że te etykiety są tylko dwóch rodzajów – „to dobrze” i „to źle”. Są jeszcze tylko odcienie – od „bardzo” do „trochę”. Gdy zdarzy nam się „coś” – np. zepsuł nam się samochód to w naszych umysłach pojawia się lśniąca etykieta „to źle” , a gdy okaże się, że koszt naprawy przekracza możliwości naszego budżetu to zmieni się ona na „to bardzo źle”. Gdy dostaniemy podwyżkę w głowach zaświeci się „to dobrze”., itd. W sumie wydaje się to naturalne i pożyteczne. Wiemy do czego dążyć (podwyżek) i czego unikać (zepsutych samochodów) . Kłopot polega na tym, że każdej etykiecie towarzyszą emocje. Właściwie to te emocje też ją tworzą. Myślimy „To źle” i czujemy złość, smutek, żal. Myślimy „to dobrze” i czujemy radość, dumę, akceptację. Gdy etykiet „to źle” jest znacznie więcej niż „to dobrze” obniża nam się nastrój. Czasem aż do depresji. Wówczas właściwie wszystko, co nam się zdarza, jest zaetykietowane „to źle”.
Rao w trosce o nie psucie nastroju proponuje rezygnację z etykiet. Więc jak się samochód zepsuł to … jest zepsuty i jedyne co warto to zastanowić się, jak (i za co) go naprawić. Bez rozważania, czy to źle, czy dobrze. Nie wydaje mi się, aby było możliwe i użyteczne zrezygnowanie z etykiet i towarzyszących im emocji. Ostatecznie ewolucja po coś wyposażyła nasze umysły w tę tendencję. Rezygnacja z etykiet mogłaby pozbawić nas też przyjemnych emocji. Świat może i nie byłby tak czarno – smuty ale też i nie byłby kolorowo – radosny. Tym nie mniej warto się zastanowić nad częstotliwością oraz znaczeniem nadawanych przez nas automatycznie etykiet – zwłaszcza tych „to źle”. Czasem pewne rzeczy po prostu warto przyjąć takimi jakimi są (szczególnie, gdy nie mamy na nie wpływu) i zrezygnować z gderania „to źle”.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz